14 etapów małżeństwa, na które warto cierpliwie czekać

Niezależnie od tego, czy jesteście razem 5, 25 czy 50 lat, zauważyliście już pewnie, że kolejne rocznice ślubu to coś więcej niż tylko przypomnienie o upływającym czasie. Każdy z tych etapów ma szczególny urok.

Fot. Michela Ravasio | Stocksy United

Niektóre pary nazywają kolejne rocznice ślubu papierowymi, drewnianymi, srebrnymi albo złotymi. Wszystko po to, by w sposób kreatywny i piękny podkreślić czas spędzony razem. Ale ci z nas, którzy stanęli przed ołtarzem dawno temu dobrze wiedzą, że istnieją inne, znacznie mniej celebrowane etapy małżeństwa. Nie pasują one do wspomnianej kategorii, ale mają znacznie większe znaczenie.

6 miesięcy

Etap „przytrzymaj mi włosy”. Istnieje duża szansa, że zaliczysz ten etap jeszcze przed ślubem. Ale jeżeli do tego czasu ominęło cię zatrucie i grypa żołądkowa, wierz mi, najwyższy czas je przejść. Życie to potworny bałagan. Prawdopodobnie nie raz będzie jeszcze gorzej. Ten etap pozwala uzyskać solidne: „Widziałem cię już w najgorszym momencie”. Możesz być więc spokojna, gdy takie chwile przyjdą w małżeństwie. O czym mowa? Poranne nudności, pieluchowe eksplozje, dochodzenie do siebie po operacji wymiany stawu biodrowego (choć mam nadzieję, że to przyjdzie trochę później)…

WARTO PRZECZYTAĆ: 3 ważne pytania o seks, które powinniście sobie zadać przed ślubem

Najważniejsze jest to, że niezależnie od tego, jak potwornie się czujesz, wyglądasz i pachniesz, zawsze jest przy tobie ktoś, na kim możesz polegać.

1 rok

Zgodnie z tradycją ta rocznica nazywana jest papierową. Ale ja nazwałabym ją raczej etapem „papieru toaletowego”. Nie ma bowiem nic lepszego niż zastanie wymienionej rolki w łazience, bez proszenia małżonka lub robienia tego za niego. Po roku nauczyłaś się już pewnie, że lepsze od bukietu kwiatów jest uzupełnianie zapasu mleka w lodówce albo płynu do płukania przy pralce. Zdajesz już sobie sprawę, że małe rzeczy (nawet bardzo małe rzeczy, jak zakręcenie pasty do zębów) mogą być wielkimi gestami i to one sprawiają, że wasze małżeństwo jest silne.

WARTO PRZECZYTAĆ: 12 sposobów, jak bez słów powiedzieć: kocham cię

5 lat

Etap „inwazja obcych”. Kiedy się budzisz, zdajesz sobie sprawę, że ty i twój mężulek zostaliście odseparowani przez jedno albo dwa inne, śpiące ciała, a stopa jednego z nich utknęła właśnie na twojej twarzy. W tym miksie czasami nie brakuje też psa. Właśnie, a czym jest to ciepłe, wilgotne uczucie, które rozchodzi się właśnie pod twoimi plecami?… Mimo wszystko rozumiesz, że bycie samą (suchą i wypoczętą) jest przereklamowane.

7 lat

Etap: „grafik nie jest potrzebny” następuje, kiedy zdajesz sobie sprawę, że pewne żmudne zadania zawsze będą należeć do ciebie (jak np. mocowanie się z wymianą pościeli królewskich rozmiarów). Ale spójrzmy prawdzie w oczy – on też utknął w niektórych zadaniach: wdrapywanie się na dach, by sprawdzić kanał burzowy albo łapanie myszy w kuchni. Jasne, na początku myślałaś, że będziecie dzielić się wszystkimi obowiązkami. Z czasem jednak rozumiesz, że lepiej pozwolić, by wszystko działo się po swojemu. A czysta kołdra w sumie brzmi lepiej niż martwa mysz, prawda?

WARTO PRZECZYTAĆ: Mój mąż jest sexy – zwierzenia 27 żon

10 lat

Etap „więcej dzieci niż rąk”. Niekoniecznie fizycznie – możesz mieć tylko wrażenie, że tak jest. Jedno jest pewne – armia jest zmobilizowana i gotowa do akcji, a twoje terytorium jest atakowane. Przegrywasz każdą bitwę. Na gwałt potrzebujesz wzmocnień. Ale na szczęście ty i twój mąż macie jeszcze przewagę.

12 lat

Tradycyjnie rocznica jedwabiu. W praktyce: nieskończonych gór prania i rachunków. To etap „zasad cierpliwości”. Irytują cię rzeczy, które musisz zrobić? I tak dalej je robisz. Liczyłaś na to, że on pozbędzie się niektórych cech? Nigdy w życiu! Myślałaś, że staniesz się taka, jaka zawsze chciałaś być? Chyba w snach! Zdajesz sobie w końcu sprawę, że jesteś dokładnie taka, jaka jesteś i godzisz się na to. Akceptacja pozwala ci się lepiej czuć ze sobą. A przez to miłość staje się silniejsza.

15 lat

Etap „dzieci wiedzą więcej niż my”. Nagle łapiesz się na tym, że pytasz je, jak włączyć telewizor albo dlaczego zespół muzyczny nazywa się tak a nie inaczej. Czujesz, że nawet nie wiesz, co powinnaś wiedzieć. Twoje nastoletnie dzieci często wykrzykują: „nie masz o niczym pojęcia!”. A potem zatrzaskują się w pokoju. Patrzysz na nie i wzdychasz. Dobrze przynajmniej, że jesteście w tym razem z mężem.

20 lat

Etap „wciąż nie brakuje niespodzianek”. Oficjalnie jesteście ze sobą wystarczająco długo, żeby znać na pamięć listy rzeczy, które nawzajem lubicie i których nie znosicie. Nie potraficie się już zaskakiwać… Czyżby? Dla przykładu – kiedy przygotowuję na kolację bakłażan, jestem zawsze zdziwiona, że mąż go lubi. Albo że go nienawidzi? Nigdy nie mogę zapamiętać. W drugą stronę działa to tak samo – on kupuje mi na Boże Narodzenie brązowe rękawiczki i portfele. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek lubiła brązowy! Wymieniam więc rękawiczki na różowe a portfele na czerwone. On jest trochę skonsternowany. Ale ok, możemy dalej zaskakiwać się w taki sposób!

25 lat

Etap „wielkiego prezentu”. Do tej pory na świętowanie rocznicy wystarczała mi urocza kartka albo kolacja na mieście. Ale 25 lat wymaga czegoś więcej! Taki jubileusz nazywa się srebrnym, ale nie brzmi to zbyt wystarczająco. Podbij stawkę! Wymagaj więcej! Może pocałunki, przytulenia i czas na nieprzerywaną niczym rozmowę (i żadnych tematów typu: rachunki za ogrzewanie wzrosły!). Po 25 latach wiesz, że te spokojne momenty czułości i ciepła są prawdziwymi podarunkami.

30 lat

Etap „jesteśmy razem dłużej, niż byliśmy osobno”. To trochę dziwne uczucie – zdać sobie sprawę, że życie w towarzystwie drugiej osoby już tyle trwa. Jesteście jak dwie winorośle, które rosły wokół siebie, aż stały się jedną rośliną. Przyszedł czas na krótką refleksję o własnej tożsamości i pytania filozoficzne. Kim jestem? Czy istnieje jeszcze moje odseparowane „ja”? Nie trwa ona jednak zbyt długo, bo trzeba wyrzucić śmieci, skoczyć do sklepu przed kolacją i odebrać pranie… Więc zapominasz o tym. Ale to dobrze, bo dwie głowy są o wiele, wiele lepsze niż jedna.

35 lat

Zdajesz sobie sprawę, że „dążenie do bogactwa i upodabnianie się do innych ludzi jest bez sensu”. Wszyscy twoi znajomi na Facebooku (czy też innym imperium w social mediach, na które przyjdzie czas w przyszłości) przeżywają właśnie najlepszy czas w swoim życiu – świętują w egzotycznych miejscach, rozmarzeni patrzą sobie w oczy i publicznie ogłaszają, że odnowili przysięgę małżeńską. Dlaczego wy ciągle nie macie w życiu takich atrakcji? Dlaczego twoi znajomi mają fajniej?

A potem przypominasz sobie, że przecież prawdę o małżeństwie widać tylko prywatnie. Jak powiedział jeden z komików, Henny Youngman: „Sekret szczęśliwego małżeństwa pozostaje sekretem”.

WARTO PRZECZYTAĆ: Miłość nie unosi się pychą

40 lat

Etap: „gdybym chciała, zmieściłabym się w suknię/ garnitur ślubny. Ale wcale nie chcę”. Powiedzmy, że twoje rozmiary są po prostu… hmm… zrelaksowane. Dobra wiadomość jest taka, że spodnie, które nosisz, nie nazywają się już spodniami ze strechem, ale „do jogi” albo „ulicznymi rajstopami”. A to oznacza, że nosisz wygodne ubrania, bo są w modzie. To, że z każdym rokiem małżeństwa ważysz odrobinę więcej nie ma tu nic do rzeczy. I pamiętaj, że dopóki jesteście razem w dobrym zdrowiu, nie musicie nic nikomu udowadniać.

45 lat

Rocznica: „COOOOO?”. Na tym etapie jedno z was będzie prawdopodobnie słyszało gorzej niż kiedyś. Ale prawda jest taka, że nie ma to znaczenia, bo nim twój mąż czy żona otworzy usta, ty już wiesz, co chce powiedzieć. I wiesz też, że zna twoją odpowiedź. Czasami wszystko, czego potrzeba, to mały gest, skinięcie, spojrzenie. W każdej okazji pasuje też: „Nie wiem, co mówisz. Nie słyszę cię!”.

50 lat i więcej

Rocznica „najlepsi przyjaciele”. Daliście radę. Mieliście dobre i złe dni, a jednak wciąż chcecie sobie o wszystkim opowiadać. Skoro dotarliście do tego etapu, czas wypić za zdrowie prawdziwej miłości i przyjaźni. Bycie najlepszymi przyjaciółmi to dobre zakończenie, bo czy nie jest prawdą, że… tak samo zaczęliście?

Antonia van der Meer
Antonia van der Meer
Antonia Van Der Meer pisze do magazynów i jest autorką książki "Beach House Happy: The Joy of Living by the Water." („Szczęśliwy dom na plaży – radość z życia nad morzem”)

Dodaj komentarz: