Hipster Katoliczka: Poszłam do kina na „La la land”. I nie uwierzycie, co się stało

Widziałam „La la land”. Zamiast oglądania starych filmów Woody’ego Allena czy „Kochanych kłopotów” na Netflixie, wybrałam kino. Zamiast dramatów, poszłam na musical. I dzięki Bogu skończyłam popcorn jeszcze w czasie reklam.

Fot. Marek Straszewski

Wiem, wiem, wszyscy dyskutują teraz o poważnych filmach, poruszających społeczno-historyczne dylematy, wpływające na świat i społeczeństwo. Zastanawiałam się, czy też tego nie zrobić. To byłoby coś – wreszcie być na bieżąco. Ale nie. Postanowiłam zrobić coś niekonwencjonalnego i popłakać się na musicalu. A potem stanąć twarzą w twarz z trzema faktami.

1. Zawsze będę idealizować

Nie spojlerując, “La la land” to opowieść o bajkowej miłości, która okazała się mniej ważna niż marzenia. I chyba dlatego na koniec filmu złapałam depresję, z której nie wyprowadziło mnie nawet futomaki z tatarem z łososia. Moje wnętrze wyglądało jak pole walk z Władcy Pierścieni. Albo nawet z Ogniem i Mieczem. Naprawdę. Wiecie dlaczego? Zrozumiałam, że ja po prostu zawsze będę wierzyć w bajki. Ale… im szybciej sobie to uświadomię, tym lepiej.

Chcę wierzyć, że życie będzie piękne i szczęśliwe, moje wybory będą dobre i że wszystko się uda. I to jest całkowicie okej. Ale chcę też wierzyć, że będę miała idealną kuchnię, mąż nigdy nie będzie chrapał i że będę dostawała regularnie kwiaty. A to wcale nie jest już takie ważne. I wcale nie jest (no, może poza kwiatami) do szczęścia potrzebne.

2. Bycie dorosłym to decyzja (której nie musisz podejmować)

Zabrzmiało grozą, ale to nic strasznego. Po prostu, w życiu każdej kobiety (oho!) nadchodzi moment, w którym staje twarzą w twarz z życiem. Moja mama mówi, że wtedy zaczynasz się czuć “kobietą”, a nie “dziewczyną”. I nie ma to nic wspólnego z pierwszym nieudanym związkiem, pierwszym własnym mieszkaniem, ani z żadnym innym pierwszyn razem. To coś więcej.

To moment, w którym dojrzewasz do decyzji: czy chcesz zamknąć się w swoim idealnym świecie, czy jesteś gotowa żyć w realu i konfrontować się z innymi istotami ziemskimi, a także (szokujący news!) przyjmować je takimi, jakie są. A prowadzi to do dalece kosmicznych pytań: co jeżeli mój mąż będzie człowiekiem i będzie miał wady? Co jeżeli moje dziecko nie będzie idealne? I jak ma się do tego moja ambicja? Śmiejcie się, może to naiwne pytania. Ale co, jeśli wcale nie?!

Na szczęście, albo nieszczęście, można w to nie wchodzić. I czekać na idealne życie.

3. Życie wewnętrzne ma blaski i cienie

Słuchający godzinami modern jazzu i chowający się pod namiotem swetrów i wełnianych pledów marzyciele, romantycy i introwertycy tego świata – wiecie, o czym mówię. Życie wewnętrzne potrafi nas całkowicie pochłonąć. Kiedy zamykamy się w świecie wyobraźni i duszy, zapominamy o jedzeniu i całym Bożym świecie. Wkręcamy się w swoją pasję i rozkoszujemy się każdym małym, wewnętrznym przełomem.

“La la land” jest idealnym filmem dla nas. Nie tylko dlatego, że jest po prostu jednym z najlepszych filmów w historii wszechświata z powalającym scenariuszem, postaciami, w które się wierzy i choreografią, na którą nie da się napatrzeć. Także dlatego, że wytrąca nas z pustej gonitwy za marzeniami. Bo oderwanie od świata na dłuższą metę może nam nie służyć, a bazując wyłącznie na marzeniach, oczekiwaniach i uczuciach, sami siebie krzywdzimy.

Brudny kubek

Po “La la land” odkryłam kilka ważnych rzeczy. Po pierwsze, najlepsza dla mnie inwestycja to inwestycja w sukienki. Po drugie, bardzo dobrze, że zapuszczam włosy. Po trzecie, lubię filmy, po których doceniam zwyczajną, nieidealną, codzienną miłość.

O tak, miłość, która widzi w nas więcej niż własne marzenia, jest bezcenna.

Jola Szymańska Hipster Katoliczka
Jola Szymanska
Z-ca red. naczelnej Magazynu For Her i autorka bloga hipsterkatoliczka.pl. Z wykształcenia prawnik i muzyk. Relaksuje ją kaleczenie sonat Beethovena na pianinie, brytyjski YouTube i... modlitwa.

Dodaj komentarz: