12 sposobów, jak bez słów powiedzieć: kocham cię

Troska, uwaga, serdeczność na co dzień mogą więcej znaczyć niż wielkie słowa.
Dzieląc się ze mną pierwszą truskawką w sezonie, mój kilkuletni wtedy syn powiedział, że jak się kogoś kocha, to mu się oddaje lepszy widelczyk czy lepszy talerzyk. Pewnie wielu mężczyznom takie podejście zostaje na dłużej – może nie zawsze będą nas zapewniać o swojej miłości, ale nie zapomną o rozpięciu parasola nad nami, gdy nadchodzi burza. Postarajmy się tylko to zauważyć.

Truskawki, dobra herbata czy ulubiona kanapka, czyli jak bez słów okazać miłość.  Fot. Miquel Llonch | Stocksy

Nie w każdym związku ciągle można usłyszeć od swojej drugiej połówki: „kocham cię”. Jeśli jednak słyszy się to nieustannie, takie wyznanie może niewiele znaczyć, podobnie do rzuconego niedbale: „na zdrowie”, gdy zdarza się nam kichnąć – co prawda z najlepszymi intencjami, ale jednak bardziej z grzeczności niż z troski.

Co gorsza, wg badań przeprowadzonych w Anglii przez międzynarodową internetową pracownię sondażową YouGov, nawyk mówienia „kocham cię” w ostatnich latach drastycznie zmalał. O swoich uczuciach najczęściej mówią osoby, które w związkach są od niedawna, od dwóch do pięciu lat. Spośród nich nawet połowa potrafi powiedzieć „kocham cię” każdego dnia. W związkach trwających ponad dziesięć lat i dłużej, liczba takich osób spada o dwie trzecie. Wśród par, które przeżyły razem pięćdziesiąt lat, już tylko niespełna jedna piąta z nich często obdarza się tym wyznaniem.

I choć po trzydziestu latach małżeństwa zaliczamy się do niechlubnej grupy osób, które przestały wyrażać swoje uczucia słowami, postanowiłam nie pogrążać się w rozpaczy, tylko przyjrzeć się trochę bliżej znakom, które mój mąż wysyła codziennie, a które – jak sądzę – oznaczają, że mnie kocha.
Z niewypowiedzianą ulgą odkryłam, że istnieją setki sposobów, którymi mój mężczyzna wyraża swoje oddanie bez zbędnych słów. Zaczęłam o tym myśleć, przypominać sobie pewne sytuacje i skończyło się to moją prywatną listą dwunastu drobnych czynności, które wykonuje i które wcale nie muszą wyglądać dla postronnych jak wyznanie miłości, jednak dla mnie znaczą o wiele więcej niż te dwa krótkie słowa.

1.

Nie pytając, zawsze wnosi moją walizkę po schodach do mieszkania, a muszę przyznać, że nigdy nie jest lekka.

2.

Gdy pada deszcz i idziemy razem pod parasolem, pozwala mi go trzymać. Każdy wie, że tylko ten, kto dzierży parasol, ma z niego jakiś pożytek, drugiemu biedakowi w najlepszym wypadku woda leje się za kołnierz, w najgorszym zaś może stracić oko.

3.

Ładuje mi telefon komórkowy, bo wie, że zawsze o tym zapominam, a chce być ze mną w nieustającym kontakcie. Poza tym wielokrotnie ocalił mój telefon, ponieważ często zdarza mi się zostawiać go w różnych dziwnych miejscach.

4.

Choć sam prowadzi zdrowy tryb życia i codziennie ćwiczy, nie wytyka mi moich nadprogramowych kilogramów. Nie pyta też retorycznie: – Na pewno możesz? – kiedy sięgam po kolejną słodką babeczkę, choć szczerze mówiąc sama zadaję sobie to pytanie przy każdym kolejnym kęsie.

5.

Swoim sokolim okiem zawsze wypatrzy jedyne wolne miejsce w tłumie i usadzi mnie na nim, żebym nie musiała się męczyć. Sam twierdzi, że zdecydowanie preferuje miejsce stojące, a ja wolę mu wierzyć na słowo.

6.

Nawet kiedy pada deszcz i wieje wiatr, pierwszy wyskakuje z samochodu, żeby zatankować benzynę. Warto dodać, że to ja jestem kierowcą…

7.

Śmieje się ze wszystkich moich dowcipów (choć to dla niego diabelnie proste, ponieważ jestem szalenie zabawną osobą, przynajmniej wg mojego mniemania).

8.

Bez słowa skargi naprawia wszystkie usterki, za każdym razem w milczeniu przetyka zlew w kuchni, mimo iż doskonale wie, że to moja niedbałość i resztki z mojego ulubionego kalafiora go zatkały.

9.

W łóżku jest naprawdę dzielny i pozwala mi ogrzać stopy na swoim ciele. Inni mężczyźni z pewnością nie daliby rady, ponieważ w porównaniu z moimi palcami kostki lodu są gorące.

10.

Dzielnie zjada pozostawione przeze mnie porcje sernika wiedeńskiego, po których widać, że są z sera… hmm, może bardziej szwajcarskiego, bo ja wyjadam z nich wszystkie rodzynki.

11.

Nagrywa mi wszystkie odcinki mojego ulubionego programu telewizyjnego, choć dobrze wiem, że sam nie znosi muzycznych reality show. Na szczęście jestem łaskawa i nie śpiewam razem z uczestnikami.

12.

Nie narzeka, kiedy jedzie dwie godziny po moją matkę, żeby ją zabrać na urodzinowy obiad, choć w tym czasie jego ulubiona drużyna piłkarska bierze udział w rozgrywkach ligowych, a on jest jej wiernym kibicem.

Cóż, starzejemy się razem i być może coraz rzadziej mówimy sobie: „kocham cię”, ale wcale nie dlatego, że kochamy się mniej. W rzeczywistości moje małe, prywatne śledztwo pokazało coś zupełnie przeciwnego. Im dłużej jesteśmy w związku, im więcej za nami rocznic, tym lepiej wiemy, jak w szarej codzienności sprawić, by druga osoba odczuła miłość. Jako podsumowanie dodam, że choć zawsze miło jest usłyszeć te dwa magiczne słowa – i na pewno wyartykułowanie ich nie boli – to naprawdę nie ma potrzeby wypowiadania ich głośno, żeby zapewnić się o wzajemnym uczuciu.

Zawsze z nieukrywaną przyjemnością słucham wyznań miłosnych i oglądam sceny rodem z komedii romantycznych, ale nadal zamierzam odkrywać i dopisywać do powyższej listy sposoby, którymi mój mąż mówi, że mnie kocha, nie mówiąc nic. I wiem, że wszystko, co odkryję, będzie równie przyjemne jak bombonierka w kształcie serca wypełniona moimi ulubionymi rodzynkami w czekoladzie.

Antonia van der Meer
Antonia van der Meer
Antonia Van Der Meer pisze do magazynów i jest autorką książki "Beach House Happy: The Joy of Living by the Water." („Szczęśliwy dom na plaży – radość z życia nad morzem”)

Dodaj komentarz: