Mówię sobie: no i czego ty się znowu, dziecko boisz? Litości! Radości!

Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje! A jakby tak jeszcze wstawać prawą nogą: zawsze w dobrym humorze. Zadbaj o codzienną radość, a nie przegapisz życia!

Lumina Images I Stocksy

Agnieszka znowu tu mieszka, myślę widząc tę trzydziestoparolatkę z jej małą córką na podwórku. Zrobiły zakupy i obserwują kruki. Dowiaduję się, że wprowadzili się do ojca, bo Agnieszka po powrocie z urlopu macierzyńskiego straciła pracę. – Mieszkamy we trójkę w moim dawnym pokoju dziecinnym. Łatwo nie jest. Musimy się dostosować do taty. Po dwudziestej ma być cisza nocna, ale za to przez cały dzień jego telewizor nastawiony na kanał sprzedaży wysyłkowej ryczy na cały regulator – uśmiecha się.

– Ale nie wydajesz się przygnębiona. Masz więcej czasu dla Majeczki – mówię.

– To prawda, ale brakuje mi firmy i miejsca dla siebie, gdzie mogłabym chociaż kwadrans poczytać w spokoju. Ale po książkę to już musiałabym zbiegać do piwnicy – śmieje się. – Wszystko mam w kartonach.

WARTO PRZECZYTAĆ: „Uśmiechnij się, jutro będzie lepiej”

Opowiadam o moich felietonach dla Magazynu For Her. Agnieszka rozpromienia się: – Posłuchaj. Ta utrata pracy to był jakiś znak. Dostałam wymówienie tuż przed Międzynarodowymi Dniami Młodzieży i choć nie miałam tego w planie, pojechaliśmy do Krakowa. To tam na Franciszkańskiej usłyszałam papieskie wezwanie:

„Bądźcie szczęśliwi i radośni! To obowiązek tych, którzy idą za Jezusem! ”

Papież Franciszek powiedział, że twarze niektórych chrześcijan przypominają „papryki w occie”. – Wow! Ostro! – pokrzykuje Agnieszka, a jej córka powtarza za nią jak echo.

– Nie musiałam szukać w torebce lusterka. I bez tego wiedziałam, że mam skwaszoną minę! Zrozumiałam, że na nic moje deklaracje wiary, skoro nie będę miała w sobie radości. Radości z tego, że żyję. Że Jezus jest w moim życiu. I to jest ta mega radosna nowina w moim życiu. Obiecałam sobie: Będę radosna! I pomyśleć, że w zeszłym roku moim postanowieniem noworocznym było katowanie się dietą.

– Litości! Radości! – wyrwało mi się zbyt głośno, bo przechodząca obok kobieta dziwnie spojrzała. Chyba wyglądamy na misjonarki radości – powiedziałam.

Dużo rozmawiam z kobietami o tym, co czują i czego pragną, ale żadna nie chciała być radosną.

Radość to taka skromna siostra szczęścia. Niedoceniana. Niezauważana.

– Nieważne, co się przydarza, ważne jak na to reagujemy – rzucam obserwując Agnieszkę. Jest rozluźniona. Swobodna. Sposób w jaki obejmuje córkę, a potem poprawia wiecznie spadającą z ramienia torbę, są płynne, nie naznaczone żadnym zniecierpliwieniem czy nerwowością. To jej postanowienie dobrego humoru w trudnych i niepewnych czasach nie wydaje mi się być tylko tarczą obronną, ale też zbroją. Czymś co nie tylko ochrania, ale też pozwala działać.

WARTO PRZECZYTAĆ: „6 sposobów na kiepski zimowy nastrój. I będziesz się uśmiechać!”

Radość przydaje się najbardziej wtedy, kiedy w naszym życiu nie jest zbyt wesoło.

Buduje zdrowy dystans, wycisza złe emocje i pozwala skupić się zarządzaniu trudną sytuacją. Radosny sposób bycia jest dobrym dodatkiem do CV na spotkaniu o pracę, kiedy liczy się efekt pierwszego wrażenia. Lgniemy do tych, którzy nie są smutasami i potrafią nas rozśmieszyć.

Ponuractwo to często szlaban na ścieżce kariery, a pogodna ironia okazuje się być trampoliną do sukcesu.

Agnieszka wspomina nadopiekuńczą mamę. – Cały czas bała się, że coś mi się stanie. Wejdę na stołek i spadnę. Pobiegnę do piaskownicy, dostanę łopatką w głowę. Mama ulepiła mnie z tych swoich lęków. Wszystko wydawało się być pułapką. Każdą decyzję przeżuwałam tygodniami. Ciąży prawie nie pamiętam. To była lawina lęków. Teraz, kiedy się nakręcam, zaczynam matkować sobie samej i mówię: No i czego ty się znowu, dziecko boisz? Pomaga. I odwracam się twarzą do Światła. Wiem, gdzie ono jest. Ładuję akumulatory radości. I to działa! – śmieje się Agnieszka.

Lekarze chcieliby przepisywać dobry humor na receptę.

Normuje ciśnienie krwi i obniża częstotliwość akcji serca, co wprowadza ciało w stan relaksu. Redukuje poziom kortyzolu, hormonu stresu, ale również aktywuje limfocyty pomagające walczyć z infekcjami oraz przyspiesza produkcję nowych komórek układu odpornościowego.

Profesor William Fry pionier psychologicznych badań nad wpływem śmiechu na utrzymywanie ciała w dobrej psycho-fizycznej kondycji, wprowadził pojęcie „śmiech profilaktyczny” i zalecał systematyczne wzmacnianie się śmiechem.

Jako dzieci uśmiechamy się nawet do trzystu razy dziennie, w dorosłym życiu zaledwie siedemnaście razy. Powód na pewno się znajdzie, bo jak twierdzi moja znajoma: Jeżeli nie uśmiechniesz się do życia, nie licz że się ono do ciebie odśmiechnie.

Ale jak się rozśmieszyć, kiedy nie jest nam do śmiechu?

Stwórz plik z ulubionymi memami. Wolisz kryminały, ale nie gardź komediami. Mniej od rzewnych komedii romantycznych, zalecane są stare czarno-białe slapstickowe filmy oglądane wspólnie z małymi dziećmi. Być może już nie śmieszy cię moment, kiedy Flip i Flap obrzucają się tortami, czy ktoś poślizgnie się na skórce od banana, ale dzieciaki na pewno będą się z tego zaśmiewać, a śmiech kilkulatków jest mocno zaraźliwy. Z tego samego powodu oglądaj kreskówki z dziećmi, ale patrząc nie na ekran, a na widownię.

To czego nam potrzeba w rodzinie, to wspólnej radości

Dom to schron, ale od czasu do czasu niech będzie też sitcom. Zamiast robić dobrą minę do złej gry, zagraj w grę. Ale z całą rodziną. Kiedyś poradziłam koleżance, której synowie wychodzili ze swoich pokojów tylko na posiłki, by uatrakcyjniła rodzinne spotkania. Trudno liczyć, żeby nastolatkowie mieli frajdę z konwersacji przy stole. Wymyśliłam nazwę: „Zgranych sobót” na cotygodniowe wspólne granie. Na początku nie było wesoło. Młodzi nie byli aż tak hipsterscy, żeby grać w oldskulowego Chińczyka czy scrabble. To „starzy” musieli pokonać niechęć do komputerowych gier i tak cała czwórka przepychała się przed ekranem tworząc jeden zespół dowodzenia.

Wiele mówi się o uzależnieniu od wirtualnych gier, ale nie bądźmy zawsze tacy poważni, umiarkowane korzystanie z nich pomaga w funkcjonowaniu w realu. Gra to nie tylko radosna rozrywka. Wywołuje specyficzny stan umysłu: zdrowo eksperymentujemy z uczuciami. Wczuwamy się w bohaterów, symulujemy emocje zagrożenia, rywalizacji, straty, a wszystko to bez negatywnych reakcji endokrynologicznych. Śmiejemy się i odreagowujemy zalegające w nas złe uczucia. Ale są też bonusy na poziomie drużyny, czyli w tym wypadku rodziny. Pomyłki, dobre podpowiedzi, wybuchy śmiechu, spontaniczne reakcje – cała ta aura grania ramię w ramię rewitalizuje rodzinne więzi.

Kiedy umiemy się razem śmiać, łatwiej nam potem przepracować mniej zabawne problemy.

Mamy Nowy rok, ale też nowy dzień. Nie katuj się planowaniem przyszłości. Nie rozpamiętuj przeszłości. Ciesz się każdym dniem 2017 roku! Zadbaj o codzienną radość, a nie przegapisz życia!

 

Zyta Rudzka
Zyta Rudzka
Absolwentka psychologii Akademii Teologii Katolickiej. Laureatka Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej za dramat „Zimny Bufet” . Telewizyjna realizacja jej sztuki teatralnej „Cukier Stanik” zdobyła złoty medal na prestiżowym Worldfest Independent Film Festival w Houston. Jej twórczość tłumaczono na niemiecki, rosyjski, angielski, chorwacki, włoski, czeski, francuski i japoński.

Dodaj komentarz: